Wbrew powszechnemu przekonaniu proces powstawania kamienia nie trwa ani wielu tygodni, ani tym bardziej miesięcy. Pierwsze mikroskopijne kryształki minerałów zaczynają formować się w płytce nazębnej już po kilkunastu godzinach od niedokładnego szczotkowania, a w pełni zmineralizowany, twardy kamień powstaje średnio w ciągu 12–14 dni.
Winne są bakterie
Zaledwie przez kilka chwil od umycia zębów ich powierzchnia pozostaje całkowicie czysta. Szkliwo szybko pokrywa się cienką, niewidoczną warstwą białek i glikoprotein pochodzących ze śliny. To tzw. osłonka nabyta, która chroni zęby przed działaniem kwasów, ale jednocześnie staje się miejscem, do którego przyczepiają się bakterie.
– W ciągu kilku godzin od szczotkowania do osłonki zaczynają przylegać pierwsze drobnoustroje. Tworzą one własną uporządkowaną strukturę otoczoną substancją ochronną, gęstą i kleistą, zwaną matriks. To jest ich sposób na przetrwanie, bo są przez nią chronione zarówno przed czynnikami mechanicznymi, fizycznymi, jak i chemicznymi. Nazywamy to biofilmem lub płytką nazębną – wyjaśnia dyplomowana higienistka stomatologiczna Karolina Lodzińska z S-Dent Medicover Stomatologia w Łodzi i uzupełnia: – Jeżeli biofilm nie będzie regularnie usuwany podczas szczotkowania, zacznie wiązać minerały obecne w ślinie, głównie wapń i fosforany. Z czasem miękka płytka nazębna stopniowo twardnieje i przekształca się w kamień nazębny, którego nie da się już usunąć domowymi metodami.
W wyniku tego procesu pojawia się jeszcze jeden zasadniczy problem, bo związki mineralne wapnia i fosforu zamiast remineralizować szkliwo (to jest ich zadanie) zostają uwięzione w matriks.
Kamień sięga nawet pod dziąsła
Wczesny kamień naddziąsłowy, usytuowany na koronie zęba, ma zazwyczaj odcień kremowy lub żółtawy, jednak z czasem pod wpływem barwników z kawy, herbaty czy dymu tytoniowego ciemnieje. Ma chropowatą, porowatą strukturę, która ułatwia przyczepianie się kolejnych warstw osadu. Zupełnie inaczej wygląda kamień poddziąsłowy: tworzy się w kieszonkach dziąsłowych, a jego źródłem minerałów nie jest ślina, lecz płyn dziąsłowy wysączający się ze stanu zapalnego. Jest twardy, ciemnobrązowy, a nawet zielonkawy czy brunatnoczarny (co wynika ze zmineralizowanych składników krwi). To dlatego kamień poddziąsłowy znacznie silniej wiąże się z rozwojem chorób przyzębia.
Na tempo i miejsce powstawania złogów wpływ ma wiele czynników: nawyki higieniczne, dieta, nałogi, choroby ślinianek, skład mikrobiomu, wady zgryzu czy obecność aparatu ortodontycznego.
– Oczywiście regularna higiena ma tu zasadnicze znaczenie, ale tempo kalcyfikacji płytki bakteryjnej to bardzo indywidualna kwestia. Znacznie szybsze formowanie kamienia obserwujemy u osób zmagających się z kserostomią, czyli suchością jamy ustnej. Może być ona skutkiem chorób ogólnoustrojowych, takich jak zespół Sjögrena czy cukrzyca, ale też przyjmowania popularnych leków, w tym przeciwhistaminowych, przeciwdepresyjnych czy na nadciśnienie, które ograniczają przepływ śliny. Podatniejsze są także osoby oddychające przez usta, palacze oraz pacjenci ortodontyczni, u których zamki i łuki utrudniają mechaniczne usuwanie biofilmu. Co ciekawe, znaczenie ma nawet naturalne pH naszej śliny: osoby o wyższym, bardziej zasadowym odczynie mają co prawda mniejszą skłonność do próchnicy, ale za to wapń i fosforany w ich ślinie krystalizują znacznie szybciej, doprowadzając do szybkiego twardnienia osadu – opisuje ekspertka z S-Dent Medicover Stomatologia.
Zwalczanie kamienia i profilaktyka
Bakterie oraz minerały w ślinie są naturalnymi elementami jamy ustnej, skuteczne zapobieganie kamieniowi wymaga działania wielotorowego.
– Na początek zła informacja: samo płukanie jamy ustnej wodą czy nawet specjalnym płynem do płukania nie usunie zbitej, kleistej masy biofilmu. Płytkę bakteryjną trzeba po prostu mechanicznie zetrzeć – podkreśla higienistka stomatologiczna. – Podstawą jest tu odpowiednia technika szczotkowania, np. ruchy wymiatające skierowane od dziąsła do korony zęba, a nie agresywne szorowanie w poprzek, oraz bezwzględne stosowanie nici dentystycznej lub szczoteczek międzyzębowych. To właśnie w wąskich przestrzeniach, gdzie nie docierają włókna szczoteczki, płytka kumuluje się w pierwszej kolejności.
Dobrym sposobem na weryfikację własnej techniki szczotkowania są preparaty wybarwiające osad, dostępne w aptekach w formie tabletek lub płynów do płukania, a także stosowane profesjonalnie w gabinetach. Pod ich wpływem niewidoczna gołym okiem płytka przyjmuje intensywny kolor (np. różowy lub fioletowy). Pozwala to natychmiast unaocznić miejsca, które regularnie są pomijane podczas codziennego mycia.
Obok szczoteczki i nici ważnym wsparciem są odpowiednio dobrane pasty oraz płukanki.
– Kamienia nazębnego nie da się rozpuścić kwasami, tak jak tego w czajniku czy na armaturze łazienkowej, bo to by groziło poparzeniami, są jednak sposoby, by spowolnić jego odkładanie. Z jednej strony pomagają składniki antybakteryjne, takie jak chlorheksydyna, chlorek cetylopirydyniowy (CPC) czy wyciągi z ziół, które ograniczają namnażanie się drobnoustrojów. Z drugiej: pirofosforany oraz cynk. Substancje te wiążą jony wapnia obecne w ślinie, uniemożliwiając ich wbudowanie w strukturę miękkiego osadu. Innymi słowy: sprawiają, że płytka utwardza się znacznie wolniej, co daje nam więcej czasu na jej skuteczne pozbycie się w domowych warunkach – tłumaczy hig. Karolina Lodzińska.
Dobór tych preparatów najlepiej skonsultować z higienistką lub dentystą, którzy zidentyfikują potencjalne źródło nadmiernego odkładania się kamienia i na tej podstawie zalecą dalsze działanie, np. higienizację.
Ostatnim, ale równie ważnym filarem profilaktyki są regularne wizyty higienizacyjne w gabinecie stomatologicznym. Profesjonalny skaling (wykonywany naddziąsłowo oraz poddziąsłowo), piaskowanie i polerowanie pozwalają pozbyć się biofilmu i kamienia z miejsc, do których domowe narzędzia po prostu nie mają dostępu – także poddziąsłowo.
Choć odkładanie się kamienia nazębnego jest naturalnym procesem, to pozostawienie go bez ingerencji może nieść poważne konsekwencje. Kamień nie tylko fizycznie obniża linię dziąseł, prowadząc do ich recesji, ale jest siedliskiem wielu patogenów, które destrukcyjnie wpływają na tkanki jamy ustnej i trafiają do krwiobiegu, zagrażając zdrowiu całego organizmu.


